poniedziałek, 27 kwietnia 2015

"World trigger", albo coś takiego...

Przepraszam bardzo, że tak długo nic nie wstawiałam. Teraz skończyły się egzaminy i mam więcej czasu. Jak się zepnę to w tym tygodniu wstawię jeszcze coś. A to jest one-shot. Niektórym otaku może się kojarzyć z anime "world trigger". Nie wiem skąd mi się wzięło,  że to takie podobnie... Tak jakoś wyszło samo z siebie. A teraz... Życzę miłego czytania!


-Liliana Matrienkowa! Do tablicy! Blondynka z piątej ławki otworzyła zaspane oczy. Rozejrzała się zdezorientowana. "Wszyscy się na mnie gapią... Dlaczego?"
-Liliana Matrienkowa! No już! Nie będziemy czekać w nieskończoność!
Dziewczyna nagle zrozumiała o co chodzi. "Zasnęłam na macie!" Zerwała się z ławki przewracając przy tym krzesło. Podniosła je szybko, wzięła podręcznik i ruszyła do tablicy. Tak się śpieszyła, że przewróciła się o plecak leżący między ławkami. W klasie wybuchła salwa śmiechu. Blondynka spłonęła rumieńcem. Miała ochotę pozostać na podłodze na zawsze. Mimo to podniosła się i już ostrożniej podeszła do tablicy. Spojrzała w podręcznik.
-Yyyy... Które zadanie? -zapytała nauczycielki.
-26 ze strony 210. -kobieta spojrzała na nią znad okularów - ze zbioru zadań.
"Kolejna wpadka..." -westchnęła w myślach.
-Pożyczysz? -zapytała właściciela najbliższego zbioru.
-Jasne. Proszę bardzo. -chłopak uśmiechnął się promiennie.
Miał błękitne oczy i kręcone błąd włosy. Nie były one długie, ale krótko obcięte też nie były. Sylwetka jego była sportowa, ale nie napakowana. Jednym słowem chłopak z marzeń Liliany.
-Dzieki.
Dziewczyna przeczytała treść zadania. Po niecałych dwóch minutach mogła już wracać do ławki. W momencie kiedy wyciągnęła rękę by oddać zbiór prawowitemu właścicielowi, potknęła się o czyjąś torbę. Ległaby jak długa, gdyby nie szybka interwencja chłopaka. Zrobiła się cała czerwona.
-Dzięki. Twój zbiór.
Włożyła książkę w ręce blondyna i szybko pomknęła do swojej ławki. Po drodze mało się nie wywróciła. Gdy już dotarła schowała głowę w zeszycie. "Matko...! Taki ładny... i taka wpadka..." Wyjażała znad zeszytu. Spojrzała na "pana pięknego" i szybko schowała się za swoją barykadę czerwieńsza niż burak. On na nią patrzył! "Boże święty! Pewnie ma ze mnie niezłą polewkę! Tak śmiej, się śmiej! I tak już gorzej być nie może..."
-Piąta ławka! Co robisz za tym zeszytem?
"A jednak..."
-Nic, proszę pani.
-No to połóż go na ławce i zajmij się lekcją!
Położyła swoją zasłonę i natychmiast napotkała spojrzenie "pana pięknego". Opuściła szybko głowę. Przez resztę lekcji próbowała się skupić na zadaniach, lecz okazało się to bardzo trudną sztuką.

Dzwonek zadzwonił na przerwę. Liliana spakowała się i poczekała, aż "pan piękny" wyjdzie z klasy. Tak ładnie się śmiał do swoich kolegów. Wyszła jako ostatnia. Parę kroków za progiem rozerwała jej się torba z książkami.
-No nieee!
Przyklękła by zebrać książki. Ktoś do niej podszedł i zaczął jej pomagać. Rzuciła szybkie spojrzenie na osobnika. Natychmiast pożałowała, bo pokryła się rumieńcem. Obok niej kucał blondyn, który pożyczył jej zbiór. Wstała, a on wraz z nią. Był niewiele wyższy gdy stał. Chciała odebrać książki od "pana pięknego", lecz on już chował je do swojego plecaka.
-Ej! To moje!
-Wiem, ale gdzie je schowasz? Chyba nie zamierzasz chodzić po szkole ze wszystkimi książkami w ręce? Tak wogóle to Eliot jestem. Nigdy wcześniej cię nie widziałem, a znam większość osób z tej szkoły.
-Przeniosłam się tutaj wczoraj z Rosji.
-Woow! Naprawdę? Ja nigdy nie wystawiłem nawet nosa poza granice Syracuse. Jak tam jest? W tej wielkiej Rosji?
-W sumie to nie wiem, bo ja mieszkałam w Obwodzie Kalingradzkim. A tam jest podobnie jak tu. Ten sam klimat... Eliot wyraźnie był zawiedziony, jednak zaraz się uśmiechnął.
-To chyba niedużo straciłem.
-Jeśli nie interesuje cię kultura innych narodów to nie.
-Ale kulturę tworzą ludzie, a jak się ma przed sobą jednego z przedstawicieli, to można ją poznać poprzez rozmowę.
-Jednak to nie to samo co tam być i widzieć to na własne oczy.
-Prawda.
W tym momencie zadzwonił dzwonek na lekcję.
-E? To już? -zdziwił się Eliot -Co teraz mamy? Biologię, czy Angielski?
-Geografię.
-Serio? No to trafiliśmy w sam raz w czas z tematem! -uśmiechnął się szeroko, co spowodowało, że Liliana lekko się zarumieniła.Poszli pod klasę i okazało się, że pozostali już weszli i zajęli miejsca. Kolega Eliota myśląc, że ten już poszedł do domu, przysiadł się do kogoś innego. Tak więc blondyn, nie chcąc siedzieć samemu, usiadł w ławce z Lilianą.

W końcu nadeszła godzina wychowawcza, na której Liliana miała być przedstawiona całej klasie. Do tej pory Eliot znajdował powód by być przy niej. Jakimś dziwnym trafem, gdy byli razem blondynce nie przytrafiło się nic złego. Teraz musiał iść do trenera, bo dzisiaj miał grać na zawodach z siatkówki.
Akurat teraz wolałaby mieć go przy sobie. Mimo ich krótkiej znajomości, dodawał jej pewności w nowej szkole, mieście i kraju. Miała nieodparte wrażenie, że skądś go znała, tylko nie wiedziała skąd. Próbowała sobie przypomnieć gdzie mogła spotkać wcześniej Eliota, ale nic nie przychodziło jej do głowy. Więc poddała się w tej kwestii i zajęła tym co powinna, czyli układaniem przywitania. "Co powinnam powiedzieć? Może coś w stylu: witajcie moi nowi koledzy i koleżanki? Nie to nie to..."
Zastanawiała się tak długo. Nie myślała o niczym innym. W końcu lekcja się zaczęła, a nauczyciel poprosił ją na środek. Przestraszyła się trochę, bo nadal nie wiedziała co powiedzieć. Wyskoczyła z ławki jak zając zza krzaka i powędrowała pod tablicę, pamiętając przy tym by nie potknąć się.
-Poznajcie nową uczennicę naszej szkoły. Od dzisiaj będzie chodzić z wami na lekcje. Przyjmijcie ją ciepło. A teraz przedstaw nam się, moje dziecko. -powiedział nauczyciel ciepłym, dodającym otuchy głosem.
-Jestem Liliana Matrienkowa, mam 17 lat. Wcześniej mieszkałam w Rosji, a dokładniej w Obwodzie Kalingradzkim. -w sumie powiedziała to samo wcześniej Eliotowi.
-Co lubisz, a czego nie? -zapytał nauczyciel, gdy blondynka chciała już wrócić do ławki.
-Lubię czytać książki i patrzyć na księżyc w pełni. Nie lubię zwierząt, a szczególnie tych dużych. Kiedyś lubiłam też biegać, ale teraz jak nie muszę to wolę tego uniknąć.
-Dlaczego? -odezwała się jedna z dziewczyn. Wyglądała jak zawodowa atletka.
-Z powodów zdrowotnych, można by powiedzieć. Co jakiś czas moja rzepka lubi zmieniać swoje położenie. -Atletka skrzywiła się z niesmakiem. Widocznie nie wyobrażała sobie życia bez biegania i nie lubiła mówić o kontuzjach.
Wychowawca podziękował Lilianie i pozwolił jej wrócić do ławki. Blondynka całkowicie odetchnęła dopiero, kiedy ostatnia para oczu przestała ją obserwować. Nie znosiła być w centrum uwagi. Wtedy właśnie zdarzały się najgorsze wpadki. Eliot nie przyszedł już na lekcje. Ani na wychowawczą, ani na dwie pozostałe. Liliana była ciekawa co go zatrzymało na tak długo. Musiała poszukać Eliota, bo nadal miał jej książki.
Po lekcji poszła na halę, gdzie myślała, że go znajdzie. Jednak nie było to takie łatwe. Jedyne przejście było pełne ludzi. "Co się tu dzieje?" Próbowała się przepchnąć do przodu. Gdy dostała się prawie na sam początek, ludzie zaczęli się cofać, a ona, mimo woli, wraz z nimi. Niektórzy krzyczeli. Ci z tyłu chcieli dowiedzieć się co się dzieje, a z przodu wołali by uciekać. Głosy się mieszały. Zaczynał się tworzyć chaos i przez co także i panika. "Co się tu, u licha dzieje?"
Z wielkim trudem przesunęła się pod ścianę i tam poczekała, aż ludzie przepchną się do tyłu, robiąc coraz więcej miejsca z przodu. Pozwoliło jej to podejść do drzwi hali i zajrzeć do środka.
Stało tam trzech chłopaków, a w tym Eliot. W rękach mieli miecze. Okrążyli coś co przypominało małą czarną dziurę. Tajemnicze coś powiększyło się i wyrzuciło z siebie pięć ogromnych, kilkumetrowych pająków. Liliana zaklęła szpetnie w myślach. "Tutaj jest jeszcze więcej tych pokrak niż na Gruzowisku!"
Gruzowisko było zrujnowaną, rosyjską dzielnicą, którą cały czas nawiedzały czarne dziury, czyli portale. Wyłaniały się z nich przeróżne potwory. To stamtąd wyłoniły się takie zwierzęta, jak szarańcza czy pająki ptaszniki. Jednak tam pojawiały się maksymalnie trzy na raz, a tutaj wyskoczyło ich aż pięć i do tego gigantycznych pajęczaków. Liliana szybko sięgnęła do rozerwanej torby, gdzie miała schowaną specjalną długą rękawiczkę. Gdy ją wciągnęła na lewą rękę, aż po sam łokieć, w jej dłoni pojawił się łuk, a na plecach kołczan ze strzałami. Rzuciła torbę w kąt i przekroczyła próg hali.
Najbliższy wróg znajdował się 35 metrów od niej. Na nic nie czekając, wyjęła strzałę i jednym płynnym ruchem założyła ją na cięciwę, jednocześnie naciągając łuk. Wymierzyła w dobrze sobie znany słaby punkt pajęczaka i wystrzeliła. Nim strzała trafiła do celu, powtórzyła tą akcję jeszcze raz. Obie strzały trafiły do celu uśmiercając przerośnięte stwory. Robiła to już wiele razy, nie tylko podczas treningu, ale i w praktyce. Chłopacy, nie wiedząc co się dzieje zaczęli się rozglądać we wszystkie strony. Ich wzrok zatrzymał się na drobnej blondynce stojącej przy drzwiach.
-Liliana! Co tu robisz?! Uciekaj stąd! -krzyknął do niej "pan piękny".
Nawet nie zwróciła na niego uwagi. Ponownie napięła łuk i zestrzeliła kolejnego pajęczaka. Eliot został powalony podmuchem, który spowodowało upadające truchło potwora. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nie skupia się na tym, na czym powinien. Wstał i zajął się ostatnim wrogiem. W czasie, kiedy on leżał, blondynka zabiła kolejnego stwora.

-Czyli to ty jesteś tym wsparciem z Europy! -Eliot opierał się teraz o ścianę hali- Nie spodziewałem się tego.
-Nikt nawet nie powinien.
-Czyli ta twoja fajtłapowatość, to było udawane?
-Nie, ja niczego nie udawałam.
Chłopak jakby się zaczerwienił. Zrozumiał, że popełnił wielkie fopá. Postanowił zmienić temat.
-Nieźle strzelasz. Gdyby nie ty pewnie nie dalibyśmy im rady.
-Dużo macie ostatnio tych ataków?
-Prawie codziennie po jednym. W zeszły czwartek były dwa.
Liliana cicho zagwizdała.
-To nic dziwnego, że potrzebujecie wsparcia.
-To jeszcze nic. W tym mieście oprócz stałego miejsca pojawiania się portali, które mieści się tutaj, jest także wiele innych, ciągle zmieniających położenie. Bardzo trudno to wykryć, ponieważ zazwyczaj najpierw wypuszczają jakieś małe stworki jak chohliki, a dopiero po dwóch-trzech dniach jakieś większe monstra.
-Pewnie używają teleporterów...
-Tele... co?
-Teleporterów. To takie małe urządzenia, pozwalające przywołać portal. Kilka razy widziałam jak dziura wyrzuca z siebie takie coś. Myślałam, że to kolejny szkodnik przeznaczony do walki, ale to zaczęło szybko uciekać z pola bitwy. Raz nawet udało mi się trafić w jednego. Dzięki temu wiem do czego służy.
Eliot zrobił wielkie oczy. Był pod wrażeniem wiedzy jaką Liliana ma na temat portali.
-To by wszystko wyjaśniało. W sumie to to zaczęło się rozprzestrzeniać od szkoły. Ale myślę, że z tobą pokonamy te tele... coś.
-Teleportery.
-Tak, dokladnie.
-A dlaczego dopiero teraz? -zdziwiła się Liliana.
-Bo teraz nareszcie mamy kogoś z elity. -odpowiedział z dumą Eliot.

1 komentarz:

  1. Mówiłam, ale powtórze super boskie i niesamowite.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń