Dodałam trochę dłuższy kawałek, ponieważ ten pierwszy był ciut przy krótki... Na następną częśc musicie trochę poczekać, ponieważ muszę ją dopiero napisać, a wena jakoś nie współgra z czasem. Kiedy się pojawia, nie mam czasu, kiedy mam czas, nie mam weny... Ale w końcu trafi się moment, kiedy będzie i jedno i drugie. ;D
Poprzedniego wieczoru
Sina wypędziła ich wcześnie do łóżek. Nie chętnie, ale się zgodzili. Jednak
mimo wszelkich starań opiekunki, rodzeństwo długo nie mogło spać z podniecenia.
Szczególnie Zimi miała problemy. Cały czas zastanawiała się jak wygląda
agencja. Kilka razy nawet pytała Shinę, ale ona odpowiadała tylko, że jutro
zobaczy. W końcu zasnęła, a śniło jej się wiele niezwykłych miejsc w stylu
Jamesa Bond'a. Z tych marzeń wyrwało ją wołanie.
-Zimi wstawaj! -to Sina ją budziła- Za godzinę jedziemy do agencji.
Gdy tylko te słowa dotarły do jej sennej świadomości zerwała się z łóżka i zaczęła haotycznie się ubierać. Kilka razy przyłapała się, że chciała założyć spodnie na głowę, albo rękawiczki na nogi. W końcu ubrana w jasnoniebieskie rurki, biały sweterek i z czarno-niebieskie rękawiczki wybiegła ze swojego pokoju. Teraz w pełni rozbudzona rozejrzała się po korytarzu. Jej wzrok zatrzymał się na zamkniętych drzwiach do sypialni przybranego brata. Wpadła jak huragan i stanęła jak wryta. Łóżko było puste. Wyszła na korytarz, rozejrzała się i ruszyła w stronę łazienki. Chwyciła za klamkę. Otwarte. Czyli tutaj też go nie ma... Zeszła na dół do kuchni. Stanęła w progu. Corni siedział przy stole obok Siny i właśnie kończył jeść śniadanie.
-Eee... Jak to się stało, że ty jesteś tutaj, a nie tam?- wskazała na sufit.
-Może dlatego, że dzisiaj idziemy do agencji?
-I że niby wstałeś wcześniej ode mnie?
-Nie, po prostu krócej się ubieram. -rzucił kąśliwie.
-Lepiej się pośpiesz i zjedz śniadanie, bo zaraz nie zdążysz i pojedziemy bez ciebie. -zrugała ją Sina.
Bez dalszej zwłoki rzuciła się w stronę lodówki i zaczęła robić sobie kanapki.
-Zimi wstawaj! -to Sina ją budziła- Za godzinę jedziemy do agencji.
Gdy tylko te słowa dotarły do jej sennej świadomości zerwała się z łóżka i zaczęła haotycznie się ubierać. Kilka razy przyłapała się, że chciała założyć spodnie na głowę, albo rękawiczki na nogi. W końcu ubrana w jasnoniebieskie rurki, biały sweterek i z czarno-niebieskie rękawiczki wybiegła ze swojego pokoju. Teraz w pełni rozbudzona rozejrzała się po korytarzu. Jej wzrok zatrzymał się na zamkniętych drzwiach do sypialni przybranego brata. Wpadła jak huragan i stanęła jak wryta. Łóżko było puste. Wyszła na korytarz, rozejrzała się i ruszyła w stronę łazienki. Chwyciła za klamkę. Otwarte. Czyli tutaj też go nie ma... Zeszła na dół do kuchni. Stanęła w progu. Corni siedział przy stole obok Siny i właśnie kończył jeść śniadanie.
-Eee... Jak to się stało, że ty jesteś tutaj, a nie tam?- wskazała na sufit.
-Może dlatego, że dzisiaj idziemy do agencji?
-I że niby wstałeś wcześniej ode mnie?
-Nie, po prostu krócej się ubieram. -rzucił kąśliwie.
-Lepiej się pośpiesz i zjedz śniadanie, bo zaraz nie zdążysz i pojedziemy bez ciebie. -zrugała ją Sina.
Bez dalszej zwłoki rzuciła się w stronę lodówki i zaczęła robić sobie kanapki.
***
-Myślałam,
że baza główna będzie bardziej w centrum!- zwróciła się do przybranego brata,
przekrzykując ryk powietrza jaki wytwarzał pędzący motocykl.
-Każdy taki myśli! Wszyscy wrogowie agencji szukają jej w centrum, podczas gdy jest ona na obrzeżach!
-Ale przecież tutaj mieszka mnóstwo ludzi! Ktoś z nich na pewno wie gdzie znajduje się baza i chociażby dla zarobku może sprzedać tą informację!
-Ale nikt tego nie zrobi, bo nikt nie wie gdzie dokładnie znajduje się baza! Dodatkowo mieszkańcy tej dzielnicy czują się chronieni przez agencję! -nadzwyczaj trafne domysły Corniego wyczerpały argumenty dziewczyny.
Jechali w ciszy między ciasnymi uliczkami jeszcze jakieś 10 minut po czym wjechali na małe podwórko. Dookoła piętrzyły się wysokie popękane ściany budynków. Co najciekawsze nie było tam ani jednego okna! Zimi zdjęła kask i rozejrzała się. Oprócz bramy, którą tu wjechali w kącie placyku znajdowały się schody. I nic więcej.
-Nie zsiadajcie z motora. Musimy go ukryć. -powiedziała opiekunka, po czym ruszyła z pojazdem u boku w stronę betonowej ściany znajdującej się na przeciwko bramy. Rodzeństwo spojrzało po sobie. Ze swoich oczu wyczytali, że wiedzą to samo. Czyli nic... Wzruszyli ramionami i zrobili to samo co Shina, która czekała już na nich jakieś 5 metrów od ściany.
-Teraz skupcie się. -powiedziała, gdy do niej doszli- Następnym razem możecie być zmuszeni do szybkiego i sprawnego otwarcia garażu. Więc teraz patrzcie uważnie i szybko przyswajajcie informacje! -ostatnie zdanie powiedziała tak jakby to był świetny żart.
Rodzeństwo jednak nie zauważyło tej animozji, tylko przyglądali się opiekunce z wielkim skupieniem widocznym na ich twarzach. Shina widząc to westchnęła w duchu. "No tak... przecież nie wiedzą jakie jest powiedzonko znane każdemu z Sharlatans" -pomyślała z żalem. Wyszukała odpowiednią kostkę w podłożu, a gdy znalazła, wskazała ją dzieciakom.
-Zapamiętajcie sobie tę cegłę.
Zimi i Corni kucnęli nad wskazaną kostką. Na pierwszy rzut oka niczym się nie różniła od pozostałych starych, powyszczerbianych cegieł. Lecz po dłuższej obserwacji chłopak zauważył, że tylko ta jedna miała pęknięcie. Było ono niezwykłe samo w sobie. Biegło prostą (jak na pęknięcie) linią przez całą długość kostki. Gdy ta niby zwyczajna cegła wryła im się w pamięć, podnieśli się z kucek niczego nie rozumiejąc.
-Po co nam znajomość akurat tej cegły? -spytała Zimi.
-A po to. -Shina z zamachem tupnęła w kostkę z taką siłą, że ta zapadła się lekko. Corni już miał ogłosić, że już wie skąd się wzięło to pęknięcie, ale jego uwagę przyciągnęło zupełnie coś innego. Szczelina w ścianie przed nimi zaczęła się szybko rozszerzać, aż powstały wielkie drzwi, w które z łatwością wjechałby duży samochód. Na ich oczach otworzyły się. Dzieciakom opadły szczęki. Sina wsiadła na swój dwukołowiec.
-No co tak stoicie? -zaśmiała się na widok min rodzeństwa. -wsiadajcie na motor i wjeżdżajcie zanim to się zamknie. Pierwsza zareagowała Zimi. A zaraz po niej, z lekkim opóźnieniem także i Corni. Wjechali za opiekunką do wielkiego garażu. Było tam ciemno i jechali tylko przy świetle lamp motocyklowych. Jednak w tej samej chwili gdy drzwi się zamknęły, powoli włączyło się światło. Ich oczom ukazał się wielki parking z mnóstwem najróżniejszych pojazdów.
-537. -policzył Corni - 537 maszyn, na których można odjechać i to nie koniecznie w pojedynkę...
-Więc ilu tu jest agentów? Z 700? -zapytała z niedowierzaniem Zimi.
-Dokładniej jest nas 1120 osób w tej bazie. Poprawka! Jest nas już 1122! -Dodała że śmiechem Shina.
Zatrzymali się pod ścianą w sektorze G16 mniej więcej w połowie garażu. Gdy wszyscy zasiedli i zapamiętali gdzie zaparkowali, ruszyli za Shiną do windy.
Znajdowała się na samym środku parkingu. Była duża, okrągła i jak ich poinformowała później opiekunka, zbudowana że szkła pancernego najwyżej jakości. Z tyłu mieściły się dwie kolejne. Wsiedli do jednej z nich i Shina nacisnęła guzik na 8 piętro. Najbardziej ich zdziwiło to, że winda ruszyła osiem pięter w dół. Jednak szybko zapomnieli o tym gdy tylko zniknęło im z oczu betonowe podłoże parkingu.
To co zobaczyli przekraczało ich najśmielsze marzenia o bazie głównej Sharlatans. Hall na każdym z 7 pięter był że szkła (także kuloodpornego) przez co było widać wszystko od góry do dołu. Jednak ściany już były zrobione z betonowych płyt, więc nie było widać całego labiryntu pomieszczeń z jakich składał się ten ściśle tajny budynek. Zjeżdżali windą w dół oglądając agentów przechodzących przez hall, aż minęli ostatnie szklane piętro. Zimi już szykowała się do wyjścia, ale winda się nie zatrzymała.
-My jedziemy na 8 piętro, Zimi. A jak myślisz, ile ich już minęliśmy? -powiedział Corni z lekką irytacją w głosie.
-Yyyyy... Siedem?
-Brawo Zimi! Jednak nie jesteś tępą blondynką!
Dziewczyna już chciała przejść do rękoczynu, ale powstrzymała ją Shina.
-Przestańcie! Dosyć! Jak chcecie to możemy wracać już do domu!
-Nie! -krzyknęli jednocześnie, tak samo zrozpaczonymi głosami.
-No to cicho być!
Podczas ich kłótni dojechali na 8 piętro. Wysiedli i ruszyli za rozzłoszczoną opiekunką, która wmaszerowała do jednego z korytarzy rozchodzących się z hallu podobnego do tych na górze, tylko że już z niebiesko-białą tapetą i czarnym dywanem. Te same kolory znajdowały się również w korytarzach. Dawało to efekt jakby się chodziło w niebie, ale z nogami nad przepaścią. Po obu stronach znajdowały się rzędy drzwi. Co jakiś czas ktoś z nich wychodził lub wchodził.
Na korytarzu mijali wiele osób. Większość z nich witała się z Shiną i zerkali na dzieciaki z uśmiechem i ledwo dostrzegalnym zaskoczeniem. Co najciekawsze, wszyscy kończyli krótką rozmowę słowami "zobaczymy się później".
W końcu opiekunka zatrzymała się przed jasno-niebieskimi drzwiami. Z daleka można było ich nie zauważyć, bo stapiały się ze ścianami. Zapukała w nie trzy razy pięścią i odsunęła się od drzwi. Rodzeństwo stanęło za nią. Po chwili otworzyła im niska szatynka.
-Witaj Monic. Kopę lat.
-O! Shina! Co cię sprowadza do agencij? -kobieta wyglądała na lekko zdziwioną. Opiekunka odsunęła się od drzwi tak by Monic mogła zobaczyć rodzeństwo.
-Aaaa... Teraz już rozumiem... Zapraszam do mojej kwatery. Mam do ciebie parę pytań Shina.
Tak więc weszli za szatynką. To co zobaczyli raczej przypominało pokój niż kwaterę. Na paru metrach kwadratowych mieściła się kuchnia, mały stoliczek z dwoma krzesłami, zawalone papierami biurko, łóżko na którym leżał zielony laptop i niewielka czarna szafa. Dodatkowo z tej małej powierzchni została wydzielona niewielka łazieneczka.
-Rozgośćcie się. Mało tu miejsca, ale się zamieścimy. -powiedziała Monic robiąc coś w kuchni.
Shina usiadła więc na krześle przy stoliku, a Corni i Zimi na łóżku. Długą chwilę ciszy przerwała gospodyni podając wszystkim kawę.
-Słodzicie? -zapytała rodzeństwo.
-Ja trzy -odpowiedziała Zimi.
-A ja dwie poproszę. -dodał Corni.
Monic zrobiła minę w stylu "nie jestem służącą!" i podała im cukiernicę. Usiadła przy stoliku na przeciwko Shiny.
-Więc oczekujesz, że się nimi zajmę? -opiekunka przytaknęła- A nie zawcześnie? Są jeszcze tacy młodzi...
-A już ktoś na nich poluje. - przerwała jej. -Na pewno nie jest za wcześnie. Może tydzień temu byłabym tego samego zdania co ty, ale teraz boję się, że może być za późno.
-Jak to, za późno? Co zrobili, że na nich polują? I kto?
-Nie czytałaś wczorajszego raportu? Najprawdopodobniej Korpus Pająków, ale sprawca nie został złapany, więc nie można mieć pewności. A dlaczego na nich polują to nie mam bladego pojęcia. Być może ma to związek z tym co działo się pięć lat temu.
-Ale oni nic tam nie zrobili! Co najwyżej przeżyli! -zaprotestowała Monic.
-Tak na prawdę to nie wiemy co oni tam robili zanim ich znaleźliśmy. Może byli zakładnikami, a może mają informacje, których chcą Pająki. Odpowiedzi jest wiele, ale żadnych wskazówek. Jednak wiadome jest to, że prawdopodobnie ich ścigają. Może chcą zabić, a może schwytać... Tego nie wiemy. Więc wolałabym zapobiec i jednemu i drugiemu szkoląc ich. Zrobisz to?
Monic odetchnęła ciężko.
-Zrobię, zrobię. Zbyt wiele tobie zawdzięczam. Jednak musisz mi ich tu zostawić. Jak szkolenie to na całego.
-Jak to zostawić? -zdziwiła się Zimi
-Poprostu dotknięcie własne kwatery i będziecie mieszkać w agencji, tak jak inni szpiedzy. -sprostowała Monic.
Zimi już miała zacząć szaleć, ale w porę zobaczyła ostrzegawczy wzrok Shiny i jakby przygasła. Corni za to szeroko się uśmiechnął.
-Ale zanim was oddam -powiedziała brunetka- chcę sprawdzić wasze umiejętności. -Monic spojrzała na nią że zdziwieniem- Przecież nie zostawię tutaj dwójki dzieciaków, które mogą się przebijać przy pierwszej lepszej okazji!
Szatynka odpowiedziała jej śmiechem.
-Jak chcesz by przetrwali w agencji to może najpierw ich oprowadnimy, by się nie zgubili, co?
Po tych słowach wszyscy wstali i wyszli z pokoju.
-Każdy taki myśli! Wszyscy wrogowie agencji szukają jej w centrum, podczas gdy jest ona na obrzeżach!
-Ale przecież tutaj mieszka mnóstwo ludzi! Ktoś z nich na pewno wie gdzie znajduje się baza i chociażby dla zarobku może sprzedać tą informację!
-Ale nikt tego nie zrobi, bo nikt nie wie gdzie dokładnie znajduje się baza! Dodatkowo mieszkańcy tej dzielnicy czują się chronieni przez agencję! -nadzwyczaj trafne domysły Corniego wyczerpały argumenty dziewczyny.
Jechali w ciszy między ciasnymi uliczkami jeszcze jakieś 10 minut po czym wjechali na małe podwórko. Dookoła piętrzyły się wysokie popękane ściany budynków. Co najciekawsze nie było tam ani jednego okna! Zimi zdjęła kask i rozejrzała się. Oprócz bramy, którą tu wjechali w kącie placyku znajdowały się schody. I nic więcej.
-Nie zsiadajcie z motora. Musimy go ukryć. -powiedziała opiekunka, po czym ruszyła z pojazdem u boku w stronę betonowej ściany znajdującej się na przeciwko bramy. Rodzeństwo spojrzało po sobie. Ze swoich oczu wyczytali, że wiedzą to samo. Czyli nic... Wzruszyli ramionami i zrobili to samo co Shina, która czekała już na nich jakieś 5 metrów od ściany.
-Teraz skupcie się. -powiedziała, gdy do niej doszli- Następnym razem możecie być zmuszeni do szybkiego i sprawnego otwarcia garażu. Więc teraz patrzcie uważnie i szybko przyswajajcie informacje! -ostatnie zdanie powiedziała tak jakby to był świetny żart.
Rodzeństwo jednak nie zauważyło tej animozji, tylko przyglądali się opiekunce z wielkim skupieniem widocznym na ich twarzach. Shina widząc to westchnęła w duchu. "No tak... przecież nie wiedzą jakie jest powiedzonko znane każdemu z Sharlatans" -pomyślała z żalem. Wyszukała odpowiednią kostkę w podłożu, a gdy znalazła, wskazała ją dzieciakom.
-Zapamiętajcie sobie tę cegłę.
Zimi i Corni kucnęli nad wskazaną kostką. Na pierwszy rzut oka niczym się nie różniła od pozostałych starych, powyszczerbianych cegieł. Lecz po dłuższej obserwacji chłopak zauważył, że tylko ta jedna miała pęknięcie. Było ono niezwykłe samo w sobie. Biegło prostą (jak na pęknięcie) linią przez całą długość kostki. Gdy ta niby zwyczajna cegła wryła im się w pamięć, podnieśli się z kucek niczego nie rozumiejąc.
-Po co nam znajomość akurat tej cegły? -spytała Zimi.
-A po to. -Shina z zamachem tupnęła w kostkę z taką siłą, że ta zapadła się lekko. Corni już miał ogłosić, że już wie skąd się wzięło to pęknięcie, ale jego uwagę przyciągnęło zupełnie coś innego. Szczelina w ścianie przed nimi zaczęła się szybko rozszerzać, aż powstały wielkie drzwi, w które z łatwością wjechałby duży samochód. Na ich oczach otworzyły się. Dzieciakom opadły szczęki. Sina wsiadła na swój dwukołowiec.
-No co tak stoicie? -zaśmiała się na widok min rodzeństwa. -wsiadajcie na motor i wjeżdżajcie zanim to się zamknie. Pierwsza zareagowała Zimi. A zaraz po niej, z lekkim opóźnieniem także i Corni. Wjechali za opiekunką do wielkiego garażu. Było tam ciemno i jechali tylko przy świetle lamp motocyklowych. Jednak w tej samej chwili gdy drzwi się zamknęły, powoli włączyło się światło. Ich oczom ukazał się wielki parking z mnóstwem najróżniejszych pojazdów.
-537. -policzył Corni - 537 maszyn, na których można odjechać i to nie koniecznie w pojedynkę...
-Więc ilu tu jest agentów? Z 700? -zapytała z niedowierzaniem Zimi.
-Dokładniej jest nas 1120 osób w tej bazie. Poprawka! Jest nas już 1122! -Dodała że śmiechem Shina.
Zatrzymali się pod ścianą w sektorze G16 mniej więcej w połowie garażu. Gdy wszyscy zasiedli i zapamiętali gdzie zaparkowali, ruszyli za Shiną do windy.
Znajdowała się na samym środku parkingu. Była duża, okrągła i jak ich poinformowała później opiekunka, zbudowana że szkła pancernego najwyżej jakości. Z tyłu mieściły się dwie kolejne. Wsiedli do jednej z nich i Shina nacisnęła guzik na 8 piętro. Najbardziej ich zdziwiło to, że winda ruszyła osiem pięter w dół. Jednak szybko zapomnieli o tym gdy tylko zniknęło im z oczu betonowe podłoże parkingu.
To co zobaczyli przekraczało ich najśmielsze marzenia o bazie głównej Sharlatans. Hall na każdym z 7 pięter był że szkła (także kuloodpornego) przez co było widać wszystko od góry do dołu. Jednak ściany już były zrobione z betonowych płyt, więc nie było widać całego labiryntu pomieszczeń z jakich składał się ten ściśle tajny budynek. Zjeżdżali windą w dół oglądając agentów przechodzących przez hall, aż minęli ostatnie szklane piętro. Zimi już szykowała się do wyjścia, ale winda się nie zatrzymała.
-My jedziemy na 8 piętro, Zimi. A jak myślisz, ile ich już minęliśmy? -powiedział Corni z lekką irytacją w głosie.
-Yyyyy... Siedem?
-Brawo Zimi! Jednak nie jesteś tępą blondynką!
Dziewczyna już chciała przejść do rękoczynu, ale powstrzymała ją Shina.
-Przestańcie! Dosyć! Jak chcecie to możemy wracać już do domu!
-Nie! -krzyknęli jednocześnie, tak samo zrozpaczonymi głosami.
-No to cicho być!
Podczas ich kłótni dojechali na 8 piętro. Wysiedli i ruszyli za rozzłoszczoną opiekunką, która wmaszerowała do jednego z korytarzy rozchodzących się z hallu podobnego do tych na górze, tylko że już z niebiesko-białą tapetą i czarnym dywanem. Te same kolory znajdowały się również w korytarzach. Dawało to efekt jakby się chodziło w niebie, ale z nogami nad przepaścią. Po obu stronach znajdowały się rzędy drzwi. Co jakiś czas ktoś z nich wychodził lub wchodził.
Na korytarzu mijali wiele osób. Większość z nich witała się z Shiną i zerkali na dzieciaki z uśmiechem i ledwo dostrzegalnym zaskoczeniem. Co najciekawsze, wszyscy kończyli krótką rozmowę słowami "zobaczymy się później".
W końcu opiekunka zatrzymała się przed jasno-niebieskimi drzwiami. Z daleka można było ich nie zauważyć, bo stapiały się ze ścianami. Zapukała w nie trzy razy pięścią i odsunęła się od drzwi. Rodzeństwo stanęło za nią. Po chwili otworzyła im niska szatynka.
-Witaj Monic. Kopę lat.
-O! Shina! Co cię sprowadza do agencij? -kobieta wyglądała na lekko zdziwioną. Opiekunka odsunęła się od drzwi tak by Monic mogła zobaczyć rodzeństwo.
-Aaaa... Teraz już rozumiem... Zapraszam do mojej kwatery. Mam do ciebie parę pytań Shina.
Tak więc weszli za szatynką. To co zobaczyli raczej przypominało pokój niż kwaterę. Na paru metrach kwadratowych mieściła się kuchnia, mały stoliczek z dwoma krzesłami, zawalone papierami biurko, łóżko na którym leżał zielony laptop i niewielka czarna szafa. Dodatkowo z tej małej powierzchni została wydzielona niewielka łazieneczka.
-Rozgośćcie się. Mało tu miejsca, ale się zamieścimy. -powiedziała Monic robiąc coś w kuchni.
Shina usiadła więc na krześle przy stoliku, a Corni i Zimi na łóżku. Długą chwilę ciszy przerwała gospodyni podając wszystkim kawę.
-Słodzicie? -zapytała rodzeństwo.
-Ja trzy -odpowiedziała Zimi.
-A ja dwie poproszę. -dodał Corni.
Monic zrobiła minę w stylu "nie jestem służącą!" i podała im cukiernicę. Usiadła przy stoliku na przeciwko Shiny.
-Więc oczekujesz, że się nimi zajmę? -opiekunka przytaknęła- A nie zawcześnie? Są jeszcze tacy młodzi...
-A już ktoś na nich poluje. - przerwała jej. -Na pewno nie jest za wcześnie. Może tydzień temu byłabym tego samego zdania co ty, ale teraz boję się, że może być za późno.
-Jak to, za późno? Co zrobili, że na nich polują? I kto?
-Nie czytałaś wczorajszego raportu? Najprawdopodobniej Korpus Pająków, ale sprawca nie został złapany, więc nie można mieć pewności. A dlaczego na nich polują to nie mam bladego pojęcia. Być może ma to związek z tym co działo się pięć lat temu.
-Ale oni nic tam nie zrobili! Co najwyżej przeżyli! -zaprotestowała Monic.
-Tak na prawdę to nie wiemy co oni tam robili zanim ich znaleźliśmy. Może byli zakładnikami, a może mają informacje, których chcą Pająki. Odpowiedzi jest wiele, ale żadnych wskazówek. Jednak wiadome jest to, że prawdopodobnie ich ścigają. Może chcą zabić, a może schwytać... Tego nie wiemy. Więc wolałabym zapobiec i jednemu i drugiemu szkoląc ich. Zrobisz to?
Monic odetchnęła ciężko.
-Zrobię, zrobię. Zbyt wiele tobie zawdzięczam. Jednak musisz mi ich tu zostawić. Jak szkolenie to na całego.
-Jak to zostawić? -zdziwiła się Zimi
-Poprostu dotknięcie własne kwatery i będziecie mieszkać w agencji, tak jak inni szpiedzy. -sprostowała Monic.
Zimi już miała zacząć szaleć, ale w porę zobaczyła ostrzegawczy wzrok Shiny i jakby przygasła. Corni za to szeroko się uśmiechnął.
-Ale zanim was oddam -powiedziała brunetka- chcę sprawdzić wasze umiejętności. -Monic spojrzała na nią że zdziwieniem- Przecież nie zostawię tutaj dwójki dzieciaków, które mogą się przebijać przy pierwszej lepszej okazji!
Szatynka odpowiedziała jej śmiechem.
-Jak chcesz by przetrwali w agencji to może najpierw ich oprowadnimy, by się nie zgubili, co?
Po tych słowach wszyscy wstali i wyszli z pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz