Spy Twins
-Corni! Wstawaj,
szkoda dnia na leżenie w łóżku!
Te krzyki wznosiła co
rano ta sama osoba. A mianowicie piękna blondynka z średniej długości włosami,
które od połowy swej długości, aż po końcówki były ufarbowane na zadziwiająco
mocny róż. Zimi, a właściwie Zinmea Dracour właśnie budziła swojego przybranego
brata Cornela Greed'a. Trzeba wspomnieć, że chłopak nienawidzi wstawać, a w
szczególności gdy pierwszą osobą jaką widzi jest osoba taka jak Zimi.
-Corni! No już!
Wstajemy! Nie marnuj cudownego światła słonecznego i wyskakuj z łóżka!
-A mogę cię zbić?
-wymamrotał spod kołdry chłopak.
-Proszę cię bardzo ,
ale najpierw musisz wstać! A przy okazji pójdziesz ze mną na zakupy!
-Omatkoświętajezuchrystebożeratuj...
-nakrył się jeszcze szczelniej pierzyną- Znaczy, że nigdzie się nie ruszam...
Branoc!
-Corni, nie! Wstawaj,
bo cię ściągnę siłą!
Spod kołdry pało się
usłyszeć złowieszcze odburknięcie.
-A tylko
spróbujesz...
Na te słowa
dziewczyna wybiegła z pokoju. W ten sposób ciemnowłosy chłopak miał jeszcze
chwilę drzemki. Jednak później musiał za nią sporo zapłacić, ponieważ jego
poranny prześladowca powrócił z wiaderkiem pełnym wody.
Dziewczyna bez chwili
wahania wylała całą zawartość naczynia na śpiącego brata. Nieszczęśnik z
krzykiem zerwał się z łóżka, posłał pełne gniewu spojrzenie na postać stojącą
przed nim i rzucił się jej do gardła. Szamotali się tak przez parę minut, aż w
końcu Corni wpadł na biurko. Z jękiem zaczął rozcierać powstającego guza.
Zdyszana Zimi uśmiechnęła się triumfalnie.
-Dobra! Skoro
rytualne budzenie zakończyło się sukcesem to.... do zobaczenia za dziesięć
minut w kuchni! - po czym czmychnęła z pokoju.
Chłopak przez chwilę
siedział na biurku z niedowierzaniem wpatrzony w zamknięte drzwi. Potem przeklinając swoją przybraną siostrę, wstał i zaczął się ubierać. Czarne
dżinsy, czerwony T-shert i koszula w czarno-białą kratkę, czyli strój, który
nosił codziennie. Założył zegarek i poszedł do łazienki się odświeżyć. W pełni obudzony
zszedł po schodach na dół do kuchni, gdzie zastał Zimi. Dziś miała na
sobie jasne, przetarte dżinsy, wściekle różowy top i dżinsową kurteczkę.
Siedziała przy stole i zajadała owsiankę z syropem malinowym. Gdy Corni wszedł
do pokoju obrzuciła go zniesmaczonym spojrzeniem.
-Boże! Człowieku!
Teraz wyglądasz jeszcze gorzej niż gdy cię budziłam!
-Masz coś do tego?
Dziewczyna odchyliła
się na krześle i uniosła ręce na znak sprzeciwu.
-Mi tam pasuje, ale
mógłbyś się chociaż ubrać w coś innego niż zwykle...
Corni posłał jej
spojrzenie "spod byka".
-Nie.
Blondynka
naburmuszyła się i wróciła do jedzenia. Chłopak natomiast ruszył w stronę
lodówki. Gorliwie przeszukując jej wnętrze zwrócił się z pretensją do Zimi.
-Znowu zjadłaś całą
wędlinę?
-Co ja ci poradzę, że
w nocy zaczynam być głodna!
Z niechęcią sięgnął
po ser i rzodkiewki, pokroił w plasterki i ułożył na kanapce. Spojrzał na stół
i siedzącą przy im osobę i postanowił, że zje na blacie. Zgrabnym ruchem
wskoczył na szafkę i zaczął jeść swoje śniadanie.
-Wiesz może gdzie
pojechała Shina?
-Opiekunka? Niestety,
ale wstała przede mną , więc nie widziałam jej jeszcze.
-O matko! To jest
możliwe? Ktoś na tym świecie budzi się przed tobą?
Zimi spojrzała na
niego zabijającym wzrokiem.
-Oczywiście, że jest
możliwe debilu! -wstała, odstawiła miskę po owsiance do zmywarki i ruszyła w
stronę wyjścia.
-Czekam na ciebie
przy motorze.
-Zaraz, zaraz! Gdzie
my niby jedziemy?!
-Nie mówiłam ci? -rzuciła przez ramię- Jedziemy na zakupy!
-Nie mówiłam ci? -rzuciła przez ramię- Jedziemy na zakupy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz