piątek, 13 lutego 2015

Spy Twins: rozdział 2

Tym razem trochę dłuższe. Tak jakoś mnie wtedy wzięło XD. Tak czy siak, życzę miłej lektury.


Pędzili przez miasto na motorze z  zawrotną prędkością. Dwukołowiec prowadziła jak zwykle Zimi, a za nią trzymając torby z zakupami siedział przyklejony do jej pleców Corni. Powietrze szumiało im w kaskach zagłuszając ich rozmowę, tak, że musieli krzyczeć.
-Zimi, zwolnij trochę! Zaraz spowodujesz wypadek!
-Nie spowoduję!
-Ty może i nie, ale twoje sweterki, które zaraz wypuszczę, już tak!
-Spokojnie! Zaraz będziemy w...
Dalszy ciąg zdania zagłuszył pisk opon. Samochód jadący przed nimi wpadł w poślizg za sprawą przebitej tylnej opony. Zimi minęła pojazd o milimetry i ruszyła dalej.
-Wiesz co?! Może jednak przyśpiesz! Chciałbym być już w domu! -w głosie chłopaka było słychać zaniepokojoną nutę.
-A co?! Strach cię obleciał?! -roześmiała się dziewczyna.
-Nie! Ale mam przeczucie, że to nie był zwykły wypadek i że to co przekuło oponę samochodu miało być wycelowane w nas!
-Ale jesteś pewny?! -w jej głosie było słychać niepokój.
-A czy kiedykolwiek się pomyliłem?!
-Nie, ale chociaż raz mógłbyś!
Blondynka pochyliła się nad kierownicą i bez dalszej zwłoki przyśpieszyła.

*        *          *

Po powrocie do domu Zimi rzuciła swoje zakupy w progu, co nie zdarzało się zbyt często i ruszyła od razu do salonu. Pozasłaniała wszystkie okna, tak, że w pokoju stało się ciemno. Dziewczyna podeszła do telewizora. Wcisnęła tajny przycisk wbudowany w ekran. Corni, który wszedł do salonu zaraz za siostrą patrzył z miękkiego fotela jak obrazy odsuwają się, a ściana robi się czarna. Spod komody, na której stał ekran Zimi wysunęła czarną klawiaturę i wcisnęła Enter. Na tę komendę mebel drgnął i zaczął zjeżdżać pod podłogę. Gdy już się wszystko uspokoiło na czarnej ścianę, która była w rzeczywistości wielkim ekranem wyświetliło się:




Zimi usiadła ciężko na fotelu obok Corniego, położyła klawiaturę na kolanach i zaczęła energicznie w nią stukać mrucząc coś pod nosem. Na ekranie zaczęły pojawiać się znaki układające się w słowa. W okienku "Agent" widniało teraz "ZiCo4216", a pod "Miejsce" było napisane "Groumwald Place Base". Gdy kursor zatrzymał się na rubryce z hasłem, Zimi zawachała się. Po dłuższej chwili odezwał się Corni.
-Znowu zapomniałaś hasła? -dziewczyna kiwnęła potakująco głową- Ehh... Czy ty nigdy nie zapamiętasz? No dobra.... Patrz uważnie.
Corni zabrał klawiaturę z kolan siostry. Zimi przybliżyła się do niego i utkwiła wzrok w czarnych przyciskach.
-Gotowa? Skupiasz się dostatecznie mocno?
Dziewczyna kiwnęła głową. Corni zaczął powoli wystukiwać hasło, a Zimi układała w głowie znaki, które ułożyły się w ciąg słów "NadPobudliwy2JasnoWidz". Gdy już znało się hasło stawało się ono tak oczywiste! Była to mianowicie ułożona przez Corniego gra na skojarzenia. Zimi była nad pobudliwa, a jej brat często przewidywał niektóre wydarzenia, stąd też ten jasnowidz. Natomiast cyfra pomiędzy tymi dwoma słowami oznaczała, że z tego konta, na które się właśnie logowali korzysta jednocześnie dwoje agentów.
-Przypomniałaś już sobie to hasło?
Zimi pokręciła przecząco głową.
-Za długie jest. To nie na moją głowę. A teraz oddawaj tą klawiaturę! -i wyrwała ją z rąk Corniego.
W tym czasie na wielkim ekranie wyświetlił się profil agenta. Zimi zaczęła przeszukiwać bazę danych i po chwili znalazła raport sprzed dziesięciu minut.

O godzinie 10:23 nastąpił atak Korpusu Pająków na naszą agencję. Miejsce zdarzenia: Corling Street. Sprawca nie znany. Wróg strzelał z dachu budynku numer 14. Nie udało mu się nikogo uśmiercić ani zranić. Pocisk trafił w prawe tylne koło samochodu marki Fiat. Prawdopodobny cel: motocykl marki TriumphTiger jadący za trafionym samochodem. Na owym dwukołowcu jechał nasz zaufany agent ZiCo4216

Po przeczytaniu tego raportu Zimi zapadła się głębiej w fotel.
-Czyli jednak miałem rację...
-Niestety....
Siedzieli tak jeszcze chwilę w salonie. Ciszę, jaka zapadła przerwał odgłos otwierania drzwi. Z przed pokoju usłyszeli głos ich opiekunki, około trzydziestoletniej brunetka, która się nimi opiekowała. Shina, tak samo jak przybrane rodzeństwo była agentką. Została przydzielona do nich jakieś pięć lat temu, kiedy to Zimi i Corni po raz pierwszy mieli styczność ze szpiegami.
-Dzień dobry wszystkim!
-No nie wiem czy taki dobry, Shino. -odpowiedział Corni, bo wiedział, że raport, który zaraz zobaczy nie zachwyci jej.
-A co się takiego stało? -weszła do salonu i zobaczyła wielki ekran, a na nim wyświetlony raport. Bez słowa zaczęła go czytać. Po chwili usiadła ciężko na podłodze tam gdzie stała.
-No to chyba trzeba was zaprowadzić do Monic... -powiedziała trzęsącym się głosem.
-Do Monic? -pierwsza zdziwiła się Zimi.
-Kim jest ta Monic? -zapytał Corni.
Przez całe pięć lat nie mieli większej styczności z agencją, ponieważ byli za młodzi. Wyprosili u Shiny, jedynej agentki jaką znali, by pomogła im zostać szpiegami. Oboje, w wyniku strzelaniny rozpętanej pomiędzy dwoma wrogimi sobie grupami szpiegowskimi utracili rodziców, więc kwestie prawne zostały skrócone do: Tajne/Poufne. pod tym określeniem kryła się operacja prowadzona przez agencję Sharlatans, która miała na celu zapewnienie opieki osobom poszkodowanym w wyniku konfliktu, a w tym siedmioletniego Corniego i ośmioletniej Zimi. Byli jednak jedynymi ocalałymi cywilami i do tego dziećmi, więc szefostwo tej agencji zgodziło się objąć nad nimi pieczę. Ci wysłali Shinę, lecz zabronili jej cokolwiek mówić o tym, że jest szpiegiem. Jednak Corni nadnaturalnie domyślny, wiedział, że kobieta jest agentką. Gdy szefostwo dowiedziało się o tym, niechętnie zgodzili się by powoli wprowadzać dzieci do świata szpiegowskiego. Do tej pory mogli tylko obserwować poczynania innych poprzez raporty. Nigdy jednak nie widzieli na oczy głównej siedziby agencji Sharlatans, ani żadnego jej szpiega, oczywiście poza Shiną.
-Czy ty... ty chcesz... zaprowadzić nas do... -wyjąkał Corni, ale nie dokończył, bo nie mógł uwierzyć własnym oczom. Opiekunka kiwała potakująco głową, a Zimi zwariowała z radości. Latała po całym salonie wykonując dziwaczny taniec i wrzeszczała jak opętana w kółko te same słowa.
-Idziemy do głównej bazy! Idziemy do głównej bazy!
Jej radość jednak nie trwała długo, ponieważ Shina zerwała się na równe nogi, dopadła Zimi i czym prędzej zatkała jej usta. Teraz z jej ust wydobywał się tylko nie zrozumiały bełkot.
-Cicho bądź, wariatko! -wysyczała kobieta przez zaciśnięte zęby- Zapomniałaś, że to jest TAJNA agencja?
Zimi znieruchomiała. Opiekunka zrozumiała, że już będzie cisza i puściła dziewczynę, której wyrwało się przepraszające "ups...".
-Dobra, fajnie, ale czy wyjaśnisz nam po co idziemy do Monic? I kim ona w ogóle jest? -Corni, mimo swej nadprzyrodzonej domyślności, nadal nie mógł pojąć dlaczego to wszystko się dzieje.
-Monic, to osoba, która trenuje agentów. Zaprowadzę was do niej jutro, byście nauczyli się walczyć. -Shina podparła się pod boki i podziwiała kolejny napad radości u Zimi. W końcu nie wytrzymała i wrzasnęła na cały dom.- Dziewczyno, ogarnij się i przestań szaleć!- blondynka momentalnie przestała krzyczeć i biegać, a zamiast tego stanęła jak wryta.
-Jeśli będziecie się tak zachowywać, to postaram się byście nie mieli nawet najmniejszej szansy na zostanie szpiegami.
-Chwila! Czemu mówisz w liczbie mnogiej?! Przecież to ona szaleje! -wskazał oskarżycielskim gestem w stronę siostry- Ja z jej wybrykami nie mam nic wspólnego!
-No wiesz co! Dzięki, że po pięciu wspólnie przeżytych latach znajomości tak się ode mnie odcinasz! -oburzyła się Zimi.
-Tak, tak. Kłóćcie się tak dalej, a na pewno przyjmą was w agencji. O przepraszam! Jeśli tak dalej pójdzie to w ogóle nie zobaczycie głównej bazy ani żadnego agenta. Może nawet anuluję wam konto szpiegowskie? -Shina już się miała teatralnie odwrócić i wyjść z salonu.
-Nie! -krzyknęło rodzeństwo jednocześnie.
-Tylko nie to!- dokończyła Zimi.
-Błagam!- dodał Corni.
-A więc będziecie grzeczni? -zapytała opiekunka z miną niedowiarka.
-Obiecuję!- krzyknęli w tym samym momencie
-Będziecie się słuchać przełożonych?
-Tak!- znowu odpowiedzieli jednocześnie.
-I będziecie się zachowywać odpowiedzialnie?
-Oczywiście!- tym razem odezwał się tylko Corni. Szturchnął mocno swoją siostrę łokciem.
-Yyyyyy.... Tak myślę... ała! Tak, zdecydowanie.
Shina z rozbawieniem przyglądała się tej scenie. Jak dobrze, że te dzieciaki nie wiedzą o tym, że nie miałabym serca wypełnić swojej groźby- pomyślała.

-Skoro tak mówicie- powiedziała opiekunka jakby niechętnie- to zabiorę was jutro do głównej bazy. -i uśmiechnęła się na widok Zimi powstrzymującej z całych sił wybuch radości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz